idę do Gebirtiga

Mam trochę czasu do zabicia w Podgórzu. Idę zatem do Gebirtiga. Chciałoby się napisać: „na grób Gebirtiga”, ale Mordechaj Gebirtig (w papierach: Markus Bertig) nie ma grobu. Prochy takich jak on wiatr rozwiewał nad miastem, kiedy w sierpniu 1944 likwidowano obóz w Płaszowie i palono zwłoki wyciągnięte z masowych grobów.

Gebirtig kochał Kraków bardzo. Jego „Blayb gezunt mir, Kroke” (Bądź mi zdrów, Krakowie) to jeden z najbardziej wzruszających wierszy na temat naszego miasta, jaki znam. Powinni to drukować we wszystkich antologiach i przewodnikach. Nie ma tu słowa o Wawelu ani Rynku Głównym (pisząc ten wiersz w październiku 1940, Mordechaj Gebirtig od mniej więcej roku pozbawiony był prawa do przebywania w takich miejscach), są za to o „świętej ziemi”, w której leżą prochy przodków i o bólu niemłodego już człowieka, który wie, że nie spocznie w tej samej ziemi, co oni.

A jednak po tym wzruszającym pożegnaniu Gebirtig do Krakowa powrócił. Na cmentarz z prochami przodków raczej nie. Z getta nie wychodziło się na takie przepustki. Potem na terenie nowego cmentarza zaczęto budować obóz. Tego na szczęście nie dożył.

Gebirtig nie ma grobu, ale jest przynajmniej tablica w miejscu, w którym zginął. Róg ulicy Janowa Wola. Po co właściwie tam idę? Wiem, co jest na tej tablicy. Znam datę i okoliczności śmierci. Współtowarzyszy, z których jeden – Abraham Neumann, malarz – został nawet wymieniony z nazwiska. Czasem obok tablicy ktoś zapali znicze albo położy kamień. Zwłaszcza w okolicach rocznicy. Ale tym razem na początku czerwca chyba nikt o tym nie pomyślał. Byliśmy zajęci wracaniem do życia, zamawianiem masek, pisaniem wniosków o wsparcie. Na parapecie leży tylko duży, brzydki kamol. Upamiętnienie czy przypadek?

Skoro już tu jestem, próbuję przynajmniej rozszyfrować hebrajskie literki (tablica jest trójjęzyczna: polsko-hebrajsko-angielska). Niektóre nawet układają mi się w słowa. Rozpoznaję „getto”, „malarza”, i „Kraków”. No i nazwiska.

Na rodzinnych grobach też nie robię o wiele więcej, kiedy już tam docieram. Postoję, podumam, poczytam napisy. Żegnam się zatem z Gebirtigiem. Jutro znowu poczytam jego wiersze turystom. Oczywiście opowiem też o liczbach, datach, faktach. Ale coś mi mówi, że to jego historię zapamiętają najlepiej.

Opublikowano słowa | Otagowano , , | Dodaj komentarz

czyżby?

Takie cuda pod nogami na Podgórzu.

Obrazek | Opublikowano by | Otagowano , | Dodaj komentarz

sztuka ludowa czasów pandemii

Kraków, Bronowice. Fot. Krakowskie impresje.

Skończyła się szkoła online, zaczęły wakacje offline. Rysunki zniknęły. Dzieci wyjechały. Przeleciał samolot. I jeszcze jeden. I jeszcze dwadzieścia. Ludzie poszli na wybory. Wrócili z wyborów. Trochę ponarzekali, a potem się uspokoili. Jedni potracili pracę, drudzy pozamykali firmy. Trzeci cienko przędą, ale udają, że stać ich na falafele i bulle i kraftowe piwka na mieście. Tylko powroty żadną tam taksówką, lepszy tramwaj albo własne nogi. Świat jest przecież teatrem, gdy czegoś chcesz, cały wszechświat sprzyja twoim pragnieniom, a jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.

Opublikowano obrazy, słowa | Otagowano , , | Dodaj komentarz

niefajnie

Nie wiem, kim jestem, nie wiem, co będę robić za rok. Co tam rok! Nie wiem, co będę robić za dwa miesiące.

Trzymam się małych rzeczy, bo chociaż przy nich mogę być czegoś pewna. Mycie stolnicy od razu, a nie dzień później, z pewnością jest dobre. Przyznaję sobie za to punkty zwycięstwa. Powtarzanie hebrajskich słówek jest dobre. Chociaż tu już dopadają mnie wątpliwości. Po co mi ten hebrajski? Czy w ogóle jakoś go wykorzystam? Czy dam radę się go dobrze nauczyć? Czy czegokolwiek dam radę się dobrze nauczyć?

Aniołek na prawym ramieniu i diabełek na lewym? Stare imaginarium. Na prawym syndrom oszusta, a na lewym zaniżona samoocena. Co tam prawe i lewe! Mam tyle ramion, co indyjskie boginie, i na każdym z nich coś siedzi. Smutki, smuteczki i smuty. Niepokoje, niepokoiki i niepokoiska.

namnożyło się tych postaci stoją ogromnym tłumem

a wszystko to ty

nie możesz tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem

(Józef Czechowicz, „Przemiany”, 1927)

Ja na równi pochyłej. Kraj na równi pochyłej. Świat na równi pochyłej. Równia pochyła na równi pochyłej na równi pochyłej. Zmierzam ku katastrofie tempie rosnącym geometrycznie?

PS. Czechowicz oczywiście gra mi w głowie Turnauem: https://www.youtube.com/watch?v=XL3PudGCgW4

Opublikowano dźwięki, obrazy, słowa | Otagowano , , | Dodaj komentarz

cisza przedwyborcza

Wrocław, listopad 2019.

(Ale głosować jutro trzeba! Taki nasz ziemski obowiązek i dobrze pojęty interes własny.)

Opublikowano obrazy | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

koncert podwójny i taniec zniszczenia, czyli dzień z życia w nowym budownictwie

Kraków, Planty, dawno temu. Fot. krakowskie impresje.

Trwa koncert podwójny na betoniarkę (blok naprzeciwko) i wiertarkę (mieszkanie obok). Słucham go od rana i czekam sama nie wiem na co. Na zmiłowanie? Może bogowie uznają, że za taką liczbę obejrzanych filmów indyjskich należy mi się wybawienie. Przyjdzie Śiwa, zatańczy swój kosmiczny taniec destrukcji, i wszystkie zniknie. Balkony, garaż podziemny, kontener budowlany, kredyty, żłobek, sklep ze zdrową żywnością. Albo będzie koniec absolutny, albo Brahma stworzy nowy, lepszy świat. W nowym, lepszym świecie posiadanie kosiarek i wiertarek będzie zabronione.

Myśli powyższe sponsoruje kolejna źle przespana noc. Co noc jest za cicho i za głośno, za ciemno i za jasno, za ciepło i za zimno. Co noc wypominam sobie błędy, które popełniłam 53 minuty temu; 3 godziny temu; tydzień temu; mając 15 lat. Niewykorzystane szanse, źle sformułowane myśli, nietrafione oczekiwania, literówki. Nie ma od tego ucieczki, nie ma to lekarstw bez recepty.

A za dnia myślę, czytam, odpisuję grzecznie i uprzejmie, przelewam z pustego w próżne, podliczam słupki, z których wynika, że nie jest źle, ale dobrze też właściwie nie. Trochę, ale tylko trochę, uspokaja mnie czytanie słowników. Przynajmniej w nich panuje względny porządek.

Opublikowano dźwięki, obrazy, słowa | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

każdy za kimś tęskni

Kraków, Stare Miasto. Fot. Krakowskie Impresje.

Za kimś, za czym.

Za przyjaciółmi, którzy mieszkają zbyt daleko, żeby się z nimi spotkać. Za przyjaciółmi, którzy mieszkają blisko, ale nie mają czasu albo odwagi.

Za koncertami na żywo, a nie odsłuchiwanymi przez laptopa. Za tym, żeby muzykę przeżywać, a nie tylko słuchać.

Za niedzielami pracującymi.

Za obiadami w Chimerze. Za grającą tam muzyką z „Amelii”. Za przypadkowymi spotkaniami i dosiadaniem się do stolika, mimo że za siedem minut trzeba iść, żeby zdążyć na kolejną wycieczkę.

Lepiej już było?

Opublikowano obrazy, słowa | Otagowano , , | Dodaj komentarz

poniedziałek, droga do pracy

Pusta Kanonicza i ja. Szczegóły i szczególiki.

Opublikowano obrazy | Otagowano , | Dodaj komentarz

piasek pod oczami

Zmiany zbyt nagłe. Dziury nie do zalepienia. Życie wirtualne coraz mniej kompatybilne z życiem prawdziwym. Słowa się nie układają. Pusto. Szaro.

Na pozór wszystko dobrze. Wróciło życie. Można pracować. Można wypić kawę na mieście, piwo na mieście, nadrobić spotkania z dawno niewidzianymi. Ściągnąć fachowców do zepsutych drzwi.

Ale wszystko jakieś takie pisane palcem na piasku. Przez dziecko we mgle. Ruchome piaski. Piasek pod oczami po kolejnej źle przespanej nocy.

Niech ktoś zatrzyma świat? Już zatrzymał. A kiedy ruszył go znowu, zapomniał nam o tym powiedzieć.

Opublikowano obrazy, słowa | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

krakowskie impresje w terenie

Krótko i do rzeczy – nagle, znienacka, w nowych warunkach, ale wracam. Do oprowadzania. Jutro o 15 można będzie spotkać mnie pod Starą Synagogą. Posłuchać o domach modlitwy, szkołach, najpiękniejszym wierszu pożegnalnym dla Krakowa, i symbolicznych krzesłach na placu. Rezerwacja obowiązkowa. Wszystkie informacje w linku poniżej. Zapraszam!

https://freewalkingtour.com/pl/krakow/kazimierz/

Opublikowano blog | Otagowano , | Dodaj komentarz